niepłodność, in vitro, transfer mrozaczków, punkcja, klinika Bocian w Białymstoku, klinika Gyncentrum w Katowicach, walka o dziecko.

10-letnia walka o dziecko…

Takiej zaciętej chęci walki i tyle wytrwałości w dążeniu do celu już dawno nie widziałam. Karolina walczy o dziecko już 10 lat. Raz było blisko, ale nie udało się. Piąte nieudane in vitro za nią, ale nie straciła mocy do dalszej walki. Nie spocznie, dopóki lekarz nie powie, że już nic nie da się zrobić. Wkrótce będzie ich rocznica ślubu, być może będą mieli wreszcie swój wyśniony i wywalczony prezent…

Paulina Ryglowska-Stopka: Jesteście małżeństwem z 10-letnim stażem. Od początku nie stosowaliście żadnych zabezpieczeń. Po jakim czasie stwierdziłaś, że może jednak jest coś nie tak i postanowiłaś udać się po pomoc do specjalistycznej kliniki?

Karolina: Małżeństwem jesteśmy od 10 lat, ale w związku od 20. Nigdy nie stosowaliśmy żadnej antykoncepcji, ponieważ staż narzeczeński mieliśmy już bardzo długi, to czas nadszedł na małżeństwo i brak dziecka jeszcze mi nie doskwierał. Dopiero jak już ustabilizowało nam się życie, to zaczęliśmy naszą walkę. Przez 7 lat niestety nie udawało się i wtedy zapadła decyzja o zgłoszeniu się do kliniki i tak walczymy do dzisiaj już od 3 lat.

Od czego zaczęliście cały proces leczenia, jakie badania robiliście, jakie przeszliście zabiegi?

Pamiętam pierwszy telefon do kliniki. Bardzo się stresowałam. Umówiliśmy się i pojechaliśmy prawie 500 km po nasze szczęście. Podczas wywiadu z lekarzem spytano nas od ilu lat się staramy, jakie badania przeszliśmy itp. Zlecono mi szereg badań do wykonania, począwszy od prolaktyny, skończywszy na laparoskopii. Mąż przeszedł badania pod kątem plemników. Po wszystkich badaniach okazało się, że z nami jest wszystko w porządku. Nie ma problemu, na pewno się uda. I tak nasza walka się zaczęła.

Czy macie postawioną diagnozę niepłodności?

Nie mamy. Według badań, jak i lekarza, jesteśmy zdolni do bycia rodzicami. Po prostu okazy zdrowia.

Poruszyła mnie Twoja wypowiedź na jednym z portali społecznościowych. Jesteś po piątym nieudanym in vitro. Mimo wszystko stwierdziłaś, że tym razem ujrzałaś światełko w tunelu i wierzysz, że następne będzie szczęśliwe. Czym to podejście różniło się od innych?

Dokładnie, piąte in vitro nieudane, ale masz rację – inne. Do tej pory nigdy nie dochodziło do zagnieżdżenia zarodka, nigdy nie poczułam tego, że mogę być w ciąży, a teraz zrobiłam test po 14 dniach od transferu, wyszedł negatywny i już myślałam, że się nie udało, dlatego zrobiłam Betę HCG tylko dla mnie. Miała to być tylko formalność, a tu proszę, beta wyszła pięknie. Popłakałam się przy odbieraniu wyników. Nie mogłam uwierzyć, że jednak się udało. Niestety nacieszyłam się tylko 2 dni. Nie płakałam już jak za każdym razem, ponieważ czułam, że jednak coś się ruszyło w moim organizmie i mogę być w ciąży. Dziś mija 3 dzień, a ja jestem szczęśliwa, mimo że moja fasolka nie została ze mną, to wiem, że następna mi to wynagrodzi.

Nie chcesz czekać, odetchnąć psychicznie, fizycznie, tylko od razu iść za ciosem i za miesiąc szóste podejście. Skąd w Tobie tyle siły i optymizmu?

Od 4 in vitro minął rok, zanim zrobiłam kolejne podejście, więc odpoczęłam, a teraz, kiedy wiem, że się uda, nie odpuszczę. Owszem, miałam depresję. Po 4 razie nie chciałam słyszeć o dzieciach, oglądać ich, bardzo źle się czułam, ale odpoczęłam, wyszłam z dołka i jestem zdolna do dalszej walki.

Będzie to transfer „mrozaczków”? Ile masz jeszcze zamrożonych zarodków?

I tu właśnie jest problem, ponieważ ja nigdy nie miałam mrozaczków. Za każdym podejściem byłam usypiana do punkcji i dlatego też tak to odbiło się na moim zdrowiu i musiałam odpocząć. Po prostu nigdy nie przetrwały jajeczka do zamrożenia i nie było czego zamrażać.

Wiem, że jesteś gotowa wydać ostatnią złotówkę, aby osiągnąć swój cel. Co zamierzasz dalej robić, gdyby jednak i ta próba zakończyła się fiaskiem?

Dokładnie tak. Nigdy się nie poddam. Będę walczyć, dopóki nie usłyszę od lekarza, że nie da się już nic więcej zrobić. Póki mam siłę i fundusze będę próbować!

Udało Wam się jeszcze skorzystać z refundacji in vitro, czy pokrywacie zabieg tylko z własnych środków? W jakiej klinice się leczycie?

Trzy pierwsze próby były za nasze pieniądze, później lekarz postanowił wpisać nas na środki z refundacji. Na szczęście zostało nam jeszcze jedno podejście na NFZ. Jak się nie powiedzie, uruchomimy naszą kasę.

Jeśli chodzi o klinikę, to pierwsze 4 podejścia mieliśmy daleko od domu. My mieszkamy w Małopolsce, a próbowaliśmy w klinice Bocian w Białymstoku. Po nieudanych próbach postanowiliśmy przenieść się bliżej domu, bo wiadomo, to były dodatkowe koszty, takie jak hotel, paliwo, jedzenie. Jak wszystko policzyliśmy, co wydaliśmy przez 6 miesięcy, to za te pieniądze postawiłabym już dom bez okien, ale wiadomo, jak się walczy, to się tego nie liczy. Dopiero jak się nie udaje, to człowiek chyba z głupoty sprawdza i wtedy można dopiero doła złapać. Piąta próba była już w Katowicach w klinice Gyncentrum.

Podziwiam, takie osoby jak Ty. Jesteś wzorem do naśladowania. Co mogłabyś powiedzieć innym, którym brakuje już sił do dalszej walki?

Co ja mogę powiedzieć. Wiem, że jak tak się nie udaje, to człowiek się rozsypuje po kawałku i czasami ma dość walki. Ja miałam dość, przyznaję, ale podniosłam się i tego życzę każdej parze, która próbuje. Nie poddawajcie się. Ja wierzę, że los mi to wynagrodzi i będę mamą. Życie nauczyło mnie, że cierpliwość popłaca i mam nadzieję, że los mi to wynagrodzi upragnionym bobasem, dlatego walczcie, nie poddawajcie się. Jak widać po moim przykładzie, nie udało się utrzymać fasolki, ale była ze mną przez chwilę, więc wierzę, że będzie następna.

I ostatnie pytanie, czy rozważacie (w przyszłości) adopcję?

Przyznam, że nie rozmawiamy o adopcji. Wierzymy, że nie będziemy musieli podejmować tej decyzji.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Wam, aby wasza upragniona fasolka pozostała z Wami już do końca!

Inni czytali również

Czekali na dziecko 20 lat! To, co się stało, było niewiarygodne

20 lat walczyli o dziecko, dzięki in vitro udało się. Teraz tworzą piękną... więcej

7 lat trudnej walki bez skutku. Anna: „To nie ta chwila”

Ile może wytrzymać kobieta, aby mieć dziecko? 7 lat walki, 7 nieudanych... więcej

Zwykły-niezwykły wtorek

12 listopada 2015 r. - dzień, w którym zaczynam pisać swój pierwszy... więcej

6 lat starań, 50 tys. złotych i nic oprócz wiary, że w końcu się uda

Endometrioza I stopnia, słabe parametry nasienia, zły kariotyp – to... więcej

Komentarze: 1

ja już doszłam pod ścianę. czuję, że dzieci z własnego łona mieć nie będę 🙁 niestety mieszkamy za granicą. już z mężem powoli planujemy adopcję (taką specalną, jak tu, nasz list: http://www.eporady24.pl/adopcja_zagraniczna,pytania,3,207,8680.html ) trwa to wszystko długo, zmieniamy pracę i kłopotów przybywa… jednak dzieci to sens życia, a chyba nie rozumieją tego ci którzy mają je „na zawołanie” :(((

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *