„Ciąża adopcyjna” – poznaj 8 rad dla przyszłej mamy adopcyjnej

Waszym marzeniem jest adopcja dziecka? Po dopełnieniu formalności przyszła mama adopcyjna będzie musiała zmierzyć się z ciągnącym się czasem oczekiwania, który przez wielu nazywany jest „ciążą adopcyjną”. Dowiedz się, jak przetrwać ten czas – o swoich doświadczeniach opowiada Ewa, która na własnej skórze przekonała się o różnicach między ciążą biologiczną a „ciążą adopcyjną”. 

Ciąża biologiczna vs. „ciąża adopcyjna”

Nie bez powodu ten czas nazywany jest ciążą. Tak samo jak w przypadku ciąży biologicznej – jest to z jednej strony okres wypełnionego nadzieją i radosnego oczekiwania na dziecko, a z drugiej – okres pełen lęku i obaw, czy wszystko będzie z maleństwem w porządku, czy my sami sprawdzimy się w roli rodziców, czy będziemy umieli sprostać temu zadaniu i odnaleźć się w zupełnie nowych dla nas realiach. Są też oczywiście pewne „drobne” różnice.

Tak naprawdę do samego końca nie wiemy, jakiej płci i w jakim wieku będzie nasze dziecko (zwłaszcza jeśli nie określiliśmy tego wyraźnie i jednoznacznie w żadnych rubrykach czy formularzach, z którymi dane nam było zapoznać się w ośrodku adopcyjnym – jednak nawet po dokładnym określeniu można otrzymać propozycję dziecka sporo starszego lub młodszego i, ku swojemu zdziwieniu, przyjąć ją z otwartymi ramionami).

Nie wiemy też, w którym momencie zadzwoni do nas TEN telefon – podczas gdy kobieta w ciąży zna termin porodu wyznaczony z dokładnością do kilku dni w jedną czy drugą stronę. 

Nie wybieramy się do naszego ginekologa w celu wykonania USG czy KTG, by usłyszeć małe serduszko bijące pod naszym sercem – za to do naszego domu wpadają z wizytą pracownicy ośrodka lub kurator sądowy, którzy usiłują prześwietlić na wskroś nasze warunki finansowe, mieszkaniowe i zdrowotne

Nie przybieramy na wadze, nie boli nas kręgosłup, nie miewamy porannych mdłości. Stopy nie puchną nam do tego stopnia, że w pewnym momencie nie mieszczą się już w żadne ze stojących w przedpokoju butów. Za to doskwierają nam i uwierają pewne inne zmartwienia i zgryzoty. Na przykład mamy świadomość, że nasze dziecko może już gdzieś tam czekać, że właśnie się rodzi albo zasypia w jednej z sal którejś (NIE)stosownej placówki – a nas przy nim nie ma, ponieważ oficjalnie nie wiemy jeszcze nawzajem o swoim istnieniu.

Adopcja dziecka: o doświadczeniu obu „ciąż”

Ponieważ sama nigdy nie doświadczyłam macierzyństwa biologicznego, postanowiłam zapytać o opinię mamę „podwójną”, która przeżywała zarówno oczekiwanie na dziecko biologiczne, jak i adoptowane. Na moje pytanie odpowiedziała Ewa, autorka bloga www.sercemurodzone.blogspot.com, która o swoich emocjach towarzyszących tym dwóm różnym odmianom „stanu błogosławionego” opowiada w następujący sposób:

„Obydwie „ciąże” były dla mnie trudne. Adopcyjna z początku, kiedy pierwszy ośrodek robił problemy, aby finalnie nas odrzucić – a biologiczna pod koniec, kiedy walczyłam o każdy dzień bycia razem z córką. Z bardzo podobnym niepokojem w sercu jechałam na wizytę do lekarza, jak na testy czy spotkanie kursowe.

W obydwu „ciążach” każdego dnia myślałam o moim dziecku – jakie będzie, jak będą wyglądały nasze dni, jak odnajdę się w roli matki. Bardzo podobnie mijał mi czas – dłużył się strasznie, a moje myśli zajmowało niemal wyłącznie dziecko i strach o to, czy nic złego mu się nie dzieje.

Zresztą, nawet w biologicznej ciąży często nie mamy wpływu na zdrowie dziecka – można jedynie zminimalizować ryzyko, ale pewne sprawy są od nas niezależne i niczego nie można być w stu procentach pewnym. W obydwu przypadkach przechodziłam oczekiwanie w bardzo zbliżony sposób. Z utęsknieniem wyczekiwałam spotkania z moim dzieckiem, myślałam o nim ciepło, wyobrażałam sobie różne wspólne sytuacje. Różnica była tylko jedna – w biologicznej ciąży znałam przybliżony termin spotkania, w adopcyjnej nie. Obydwie jednak nauczyły mnie pokory, cierpliwości i takiej bezgranicznej miłości, o jakiej pisać chyba nie trzeba…”

„Ciąża adopcyjna” – definicji jest wiele 

Niektórzy biorą pod uwagę cały okres, który mija od momentu pierwszego kontaktu z ośrodkiem adopcyjnym aż do momentu pierwszego spotkania z dzieckiem. Dla innych wyznacznikiem jej początku jest moment, w którym składa się pełen komplet dokumentów – albo  dzień, w którym już po odbyciu warsztatów otrzymuje się oficjalną „kwalifikację”. 

Jedno jest pewne ponad wszelką wątpliwość – podobnie jak w przypadku ciąży biologicznej wszyscy bardzo pragniemy, żeby zakończyła się dla naszej rodziny happy endem i „szczęśliwym rozwiązaniem”.

I chyba wszyscy nie wiemy, co ze sobą zrobić, czym wypełnić sobie ten ciągnący się czas oczekiwania i jak sprawić, by było ono choć trochę bardziej znośne. 

Gdybym na podstawie własnych doświadczeń miała doradzić coś wszystkim przyszłym mamom adopcyjnym, które właśnie znajdują się w tym stanie zawieszenia i ciągłej niepewności – to powiedziałabym:

1. Zadbaj o zdrowie i ureguluj wszystkie kwestie z nim związane

kobieta-lekarz-nieplodnirazem

Wiem, co mówię – ponieważ TEN telefon z ośrodka zastał mnie na szpitalnej, pooperacyjnej sali. Kilka szwów na zewnątrz, kilkanaście wewnątrz. Cewnik, kroplówka, najróżniejsza inna dziwaczna aparatura. A potem szybki wypis na własne żądanie – i specjalny pas podtrzymujący na brzuch, żebym nie rozsypała się na kawałki… 

Inni czytali również

W ciąży to ja pani nie widziałam… – czyli o niewygodnych pytaniach

Adopcja to nie wstyd, ale czy naprawdę zawsze i wszystkim należy mówić,... więcej

Adopcja to nie casting na świętych. Jak w praktyce wygląda wybór dziecka?

Każda rodzina pragnąca adoptować dziecko musi przejść przez długotrwałą... więcej

Różnice między adopcją a rodziną zastępczą

 Jakie są różnice między rodziną zastępczą a rodziną... więcej

Czy mama adopcyjna może karmić piersią i jak się o to starać?

Już na wstępie powiem, że istnieje taka możliwość. Coraz częściej... więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *