Dziękuję ci mamo, że nauczyłaś mnie, jak radzić sobie z niepłodnością

Moje marzenie o byciu mamą się spełni – wierzę w to. Siłę i przekonanie, że warto starać się o coś dobrego, dostałam w prezencie od… mojej mamy – mówi nam Justyna. To piękne przesłanie na dziś, jutro i każdy następny (zwyczajny) Dzień Matki.

Nie mogę być dziś egoistką – nie jestem mamą, ale mam wiele szczęśliwych mam wokół siebie. To ich święto, a za niebawem, wierzę w to, także moje. Nie chcę, by kiedyś ktoś tak samo źle na mnie patrzył, by odwracał ode mnie wzrok. Marzenia się spełniają, gdy jest się dobrym człowiekiem – takie przesłanie zostawiła mi moja mama. I bardzo jej za to dziękuję, choć ona siedzi sobie teraz na puchatej chmurze i stamtąd we wszystkim mi kibicuje. Pamiętajcie o swoich matkach – nawet jeśli nic nie mówią, cierpią razem z wami.

Mama – taka zwykła mama

„Życie kobiety to pasmo paradoksów, przekonasz się, jak będziesz dorosła” – mawiała moja mama, która nie była w stanie wytłumaczyć mi swego czasu np. tego, że dziewczynie czegoś nie wypada albo że powinna podejść do jakiejś sytuacji w nieco inny niż facet sposób. Nie, nie chodzi tu wcale o to, że matka chowała mnie w poczuciu, że dziewczynka ma inne prawa niż chłopiec albo że co wolno facetowi, nie przystoi kobiecie.

W domu nie było podziału na gorszą czy lepszą płeć, ale siłą rzeczy widziałam, że pewien obszar codzienności obstawiany był zawsze przez kobiety. Mama nigdy nie zabierała się za malowanie ścian, a ojciec nigdy nie podjął tematu, że może pomoże uszyć mi strój karnawałowy do przedszkola. Całe życie więc widziałam, jak mama się krząta po kuchni, sprząta, czasem przycupnie, by przy kawie w szklance obejrzeć jakiś serial albo przejrzeć numer Burdy, który od tygodni był już nieaktualny. Zawsze umęczona, choć uśmiechnięta. Ojciec wiecznie zmęczony – i wiecznie zmęczoną miną. Kochali się – po swojemu, 40 lat wspólnego życia pod jednym dachem to dziś naprawdę wielki wyczyn.

Jestem ich jedynym biologicznym dzieckiem, mój brat – Tadzio – jest adoptowany. Mama miała prawdopodobnie niepłodność wtórną, choć bardziej to moja interpretacja, bo o tych sprawach także w domu specjalnie się nie rozmawiało. Skąd wziął się Tadzio? Z serca – mówiła mama.

Tak czy inaczej – to mama zawsze była przy nas. To mama robiła kompresy z pieluchy, gdy gorączka trawiła Tadka i zapalenie płuc omal nie odebrało mu życia. „Co ja bym bez was zrobiła” – mówiła nawet wówczas, gdy padała na twarz. Nieraz widziałam, jak płacze – choć nigdy nie wiedziałam, z jakiego powodu.

Bądź szczęśliwa po swojemu

Gdy umierała na raka szyjki macicy, pięć lat temu, przysiadła kiedyś przy mnie i powiedziała, że przegrała życie kobiety. Myślałam, że chodzi głównie o chorobę – która pojawiła się jak diabeł z pudełka, totalnie z zaskoczenia, mimo że dziś wiem, że to zwyczajne z jej strony zaniedbanie. Ona też to wiedziała – i chyba właśnie to miała na myśli, mówiąc mi, że przegrała życie. Przegrała z poczuciem, że musi być zawsze na posterunku. Przegrała z wyznaczoną jej społecznie rolą matki, żony – broń Boże kochanki. Przegrała, bo oddała za dużo siebie w słusznej sprawie  – nawet jeśli były nią dzieci, mąż, rodzina. Oddała za dużo wolności nam, którzy nigdy nie zauważyliśmy, że nie zostawiła sobie już nic. Nie pamiętam sytuacji, gdy mama wychodziła sama „na miasto”. Nie pamiętam, by kupowała sobie coś, co nie byłoby ciuchem z ciuchów – choć zawsze wyglądała na kobietę dobrze i zamożnie ubraną.

Pamiętam za to, jak liczyła wydatki w specjalnie założonym zeszycie i zapisywała na marginesie kwotę, która została do pierwszego – czasem zostawało, czasem brakowało, ale nigdy mnie i Tadkowi  niczego nie żałowała, choć tłumaczyła, że nie wszystko wszystkim się należy w równym stopniu. Widziałam, jak patrzyła na wystawy butików, głośno komentując: „o matko, jakie to wszystko drogie i brzydkie”, jednocześnie widziałam, jak odwraca głowę, by jeszcze raz sobie spojrzeć na wcale nie taką brzydką sukienkę, w której wyglądałaby przepięknie. Kochała swoje życie, a jednocześnie nie żyła w pełni. Pragnęła wiele, a tak niewiele realizowała. Chciała, a nie mogła. To ten zbiór paradoksów, które jej, ale i każdemu towarzyszą w życiu.

Gdy umierała, miała poczucie – co powiedziała – że nie dała, zwłaszcza mnie, tej najważniejszej lekcji: bądź szczęśliwa po swojemu, nie żyj w poprzek siebie, idź pod prąd, jeśli czujesz, że masz siłę i tylko w taki sposób dojdziesz do celu. Nie musisz być żoną swojego męża, ale możesz być kochanką i przyjaciółką swojego męża albo faceta. Możesz, ale wcale nie musisz stać przy garach – stój, jeśli lubisz.

Będziesz wspaniałą matką, ale nie musisz rodzić tylko dlatego, że kobieta musi mieć dziecko. Płacz, gdy boli, krzycz – gdy jesteś wściekła. Jedno, czego nigdy nie rób – to krzywdy sobie i drugiemu człowiekowi.

Bądź szczęśliwa – to znaczy idź tam, gdzie cię serce niesie, choć po drodze tak czy inaczej zaliczysz wpadki, będziesz musiała podjąć wiele wyrzeczeń – bez nich nie ma życia. Powiedziała, że kochać to umieć odjąć sobie, ale i dać w odpowiednim momencie.

Te ostatnie tygodnie jej życia, które spędziłam przy niej, były dla mnie jak odrobienie utraconego czasu. Mamy nie ma od pięciu lat. Nie doczekała mojego ślubu, nie doczekała wieści, że nie przekażę swoim dzieciom tego wszystkiego, co mi przekazała, bo nie mogę mieć dzieci.

Niepłodność to samotność – brakuje mi mamy

Tak, jestem niepłodna. I wciąż starająca się. Teraz na skraju i rozstaju. Nie za bardzo wiem, gdzie iść, by czuć się bezpiecznie – mamy nie ma, mąż jakby nieobecny, wykończony tym staraniem się od ponad dwóch lat, wszędzie pełno dzieci, kobiet w ciąży. A ja coraz częściej odwracam od tego wzrok. Często przypominają mi się słowa mamy, że z jeszcze niejednym paradoksem się zderzę. Zderzam się niemal codziennie – młoda, niebrzydka, z pracą, mieszkaniem – na oko zdrowa, a nie może mieć dziecka. Może je mieć zaś ta, która nie chce, nie ma z kim, a jak już ma, to nie wie, kto jest ojcem.

Wiem, że to niesprawiedliwe – wiem Mamo. To też pamiętam, by nikomu nigdy nie czynić krzywdy – ani myślą, ani słowem, ani czynem. To nie ich wina, że nie mogę przytulić syna czy córki, nie moją winą też jest, że im się udało, choć nie są z tego powodu szczęśliwi.

Dlatego zawsze w Dzień Matki staram się pamiętać o mojej Mamie i tak sobie myślę, że nie chcę być egoistką, bo ona nią nie była. Nie chcę płakać, że to święto jest dla mnie bolesne, chcę w nim widzieć to, co na mnie jeszcze czeka. Będę szła spokojnym krokiem, choć pewnie nieraz jeszcze przysiądę ze zmęczenia. Wypłaczę się w poduszkę, ale nie poddam. Nie będę robić niczego wbrew sobie, ale nie dam zabrać sobie prawa do mojego celu. Cel nie uświęca środków, ale dobre środki prowadzą do celu.

Wysłuchała: Agata Daniluk

Polecamy także:

I ty zostaniesz mamą – trzy historie, które dają nadzieję

 

 

Jak sobie radzić z trudnymi emocjami i uczuciami podczas starań o dziecko?

 

 

Plan B – musisz go mieć podczas leczenia niepłodności

 

 

 

Inni czytali również

Z pamiętnika Edyty: Czas zmian. Niepłodność nie jest już nr 1 (odc. 12)

Czuję, że jestem właśnie na tym etapie: wszystko to, czego się tak... więcej

Z pamiętnika Edyty: Jestem niepłodna i nie mam siły się bronić (odc. 18)

W końcu w weekend usiadłam, zebrałam wszystkie dokumenty jeszcze raz i... więcej

6 lat starań, 50 tys. złotych i nic oprócz wiary, że w końcu się uda

Endometrioza I stopnia, słabe parametry nasienia, zły kariotyp – to... więcej

Ratunku, bliźniaki?! Zobacz, co cię czeka z dwójką dzieci [zwłaszcza w nocy]

Nareszcie! W końcu po tylu staraniach test pokazuje dwie kreski. Spodziewasz... więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *