Ida Karpińska: Nie mogę mieć dzieci, choć chciałam. To stało się po coś!

12 lat temu wygrała życie, ale straciła szansę na biologiczne macierzyństwo. Bardzo chciała być mamą, ale od pomysłu zajścia w ciążę w trakcie choroby odwiódł ją mąż.  Zdrowie i życie zawdzięcza tylko regularnie robionej cytologii. Wszystko ma jakiś sens, wszystko dzieje się po coś – mówi nam Ida Karpińska, założycielka i prezeska jednej z największych ogólnopolskich organizacji Kwiat Kobiecości, która od lat uświadamia Polki, jak ważna w życiu każdej kobiety jest profilaktyka nowotworów.

Ma Pani chyba w życiu dużo szczęścia.

Odrobinę (śmiech).

A ja myślę, że zdecydowanie więcej niż odrobinę. Właśnie ruszyła ósma edycja fantastycznej kampanii społecznej „Piękna, bo zdrowa”, w ramach której Pani organizacja Kwiat Kobiecości promuje profilaktykę badań ginekologicznych – w tym cytologii, która tak naprawdę uratowała Pani życie…

Tak, to prawda. Fakt, że robiłam regularnie cytologię, pozwolił w porę zareagować na diagnozę raka szyjki macicy.

Minęła się Pani ze śmiercią – nie każda kobieta miała, a nawet będzie miała tyle szczęścia.

Udało się. To już  prawie 12 lat! Ale takiej walki nigdy się nie zapomina. To była trudna batalia. Operacja, chemioterapia, naświetlania, radioterapia – wszystko. Ale się udało. Jestem, działam, żyję.

No i jeszcze te trudne chwile życia przekuła Pani w ogólnopolską organizację, która pomaga kobietom.

Tak i jestem z tego naprawdę bardzo dumna. Właściwie jest to jedyna organizacja w Polsce, która zajęła się kobietą od pasa w dół. Trochę zaczęłyśmy odczarowywać wszystkie tematy tabu związane z nowotowrem. Podciągnęłyśmy kobietom tę grubą spódnicę.  Mam wrażenie, że to właśnie my zaczęłyśmy otwarcie rozmawiać z kobietami na temat chorób ginekologiczno-onkologicznych. Myślę, że się udało.

Po tych ośmiu latach widzi Pani pozytywne skutki kampanii „Piękna bo zdrowa”? Coś się poprawiło w tej naszej kobiecej świadomości i odpowiedzialności za własne zdrowie?

Tak, na pewno. Jeśli chodzi o raka szyjki macicy, to statystyki zachorowalności spadają, a związane jest to ze świadomością kobiet, że robienie regularnych badań ginekologicznych to po prostu konieczność.

„82 proc. kobiet w Polsce co najmniej raz w życiu wykonało badanie cytologiczne. Tak wynika z badań firmy IQS, które przeprowadziliśmy na potrzeby nowej odsłony kampanii „Piękna bo zdrowa”. To z kolei pozwala, by nowotwór był wykryty w początkowej jego fazie, co z kolei daje naprawdę bardzo duże prawdopodobieństwo jego wyleczenia.”

Niestety wciąż za dużo kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy  – nawet jeśli wykryło go badanie cytologiczne. I to jest wyzwanie dla Kwiatu Kobiecości.

Pani mówi o problemie bez owijania w bawełnę, dociera Pani z informacjami na temat potrzeby dbania o tę sferę zdrowia, również do bardzo młodych dziewczyn, nastolatek, którym wydawać by się mogło, że to temat raczej dla ich mam czy babć. Słuchają Pani z zainteresowaniem czy może to trudna grupa?

To cudowna grupa. Te dziewczyny chłoną wiedzę, moją historię, słuchają i zadają pytania. Czują, że są traktowane poważnie. Bo i traktuję je z uwagą, dzielę się z nimi przecież własnymi przeżyciami. Ufają mi. One za chwilę rozpoczynają swoje pierwsze kontakty seksualne i potrzebują wiedzy, jak o tę intymność zatroszczyć się od strony medycznej. Szukają jej zazwyczaj w internecie, ale i w tym aspekcie potrzebują ukierunkowania, by nie trafiły gdzieś, gdzie dostaną nierzetelne informacje. Dla nich wiadomość, że cytologia dotyczyć będzie ich za chwilę jest zaskoczeniem. Na szczęście nie buntują się, są dociekliwe, a moim zadaniem jest im to wszystko poukładać w głowie. Każdego roku spotykam się z tysiącami młodych dziewcząt jeżdżąc po całej Polsce.

Czy to oznacza, że one nie rozmawiają o tym ze swoimi mamami?

Pewnie różnie z tym bywa. Wiele młodych dziewczyn jednak się wstydzi zapytać mamę o intymne sprawy, ale to niekoniecznie ich wina. Taki rodzaj zaufania i bliskości między matką i córką trzeba wypracować – a to już zadanie dla matki.

Pani miała dobrą relację z mamą?

Bardzo dobrą. I myślę, że zostałam przez nią równie dobrze wychowana. Mama jest kobietą bardzo świadomą, poukładaną, rzetelną i to ona pilnuje wszystkich badań w rodzinie. Jest takim dobrym aniołem wszystkich. Ma w swoim telefonie „przypominajki”  i co roku te „ przypominajki” jej dzwonią. Wtedy informuje mnie: „Idź na badanie, bo mi tu zabrzęczało”.

Nie było w Pani domu tematów tabu?

Nie przypominam sobie, by w naszej rodzinie były jakieś tematy, o których nie można było normalnie porozmawiać. Pamiętam, kiedy dostałam pierwszą miesiączkę. Mama wszystko mi dokładnie wytłumaczyła. Potem zaprowadziła do swojej pani ginekolog, która opowiedziała mi od strony medycznej jak to wszystko wygląda, co się będzie ze mną działo, jakie są zagrożenia. W zasadzie całe życie byłam pod jakąś kontrolą. Profilaktyka, chodzenie do lekarza i tego typu postępowanie miałam wyuczone. To było dla mnie coś, co jest oczywiste. I tak jak chodzi się do kosmetyczki czy fryzjera, tak chodzi się również do ginekologa. Dlatego teraz nie mam problemu, by z innymi kobietami bezpośrednio o tym rozmawiać, otwarcie komunikować. Dla mnie nie ma tematów tabu i nie powinno być takich tematów między żadną mamą a córką.

Te Pani spotkania z młodymi kobietami w pewnym sensie powodują chyba odwrócenie ról w domu…

Można tak powiedzieć. Spotykając się z gimnazjalistkami i licealistkami, w ramach akcji „Młoda i zdrowa”, rozmawiając z nimi na tematy związane z ginekologią, intymnością, często dostaję od nich informację zwrotną o tym, że to one właśnie zaczęły ten dialog ze swoimi mamami – dzięki mnie. Że to one w pewnym sensie poruszyły coś niezwykle ważnego, o czym być może ich mama zapomniała.

Przychodzą do domu i mówią: mamo, czas zrobić cytologię?

Tak. Albo: „Mamo, a kiedy ty ostatni raz robiłaś cytologię? Bo wiesz, to ważne!”. Lub inaczej:  „Bo wiesz, było w szkole spotkanie. Przyszła pani Ida i powiedziała, że kobieta musi raz w roku chodzić na cytologię”.

A mama na to?

Mam nadzieję, że jest jej wtedy zwyczajnie nieswojo i co najważniejsze – jeśli o takiej cytologii zapomniała, wybierze się do ginekologa razem z nią.  I to jest wspaniałe, bo zaczyna się w ten sposób dobra komunikacja między najbliższymi sobie kobietami.

Rośnie Pani nowe pokolenie Kwiatu Kobiecości.

Jestem bardzo dumna, że to, co chcę im przekazać, tak w nich dojrzale rozkwita. Zawsze na naszych spotkaniach proszę te młode dziewczyny, aby zostały właśnie specjalnymi ambasadorkami Kwiatu Kobiecości i żeby przejęły pałeczkę dbania o wszystkie kobiety, które są w ich rodzinie. By poczuły się odpowiedzialne. To mądre dziewczyny, tylko trzeba nawiązać z nimi kontakt i traktować tak, jak na to  zasługują: poważnie i z sercem.  Wprost, bez kłamstw, przez różowe okulary.

Oczy się Pani śmieją, jak opowiada o tych dziewczynach. Wygrała Pani z rakiem, ale ten jednak coś zabrał. Nie może mieć Pani dzieci biologicznych. Czy ten brak odbił się w jakiś sposób na Pani życiu? Kobietom trudno jest się pogodzić, gdy słyszą, że nie będą mogły być mamami.

To był ciąg sytuacji i zdarzeń, które nastąpiły przede wszystkim w momencie diagnozy.

„Kiedy dowiedziałam się, że mam raka i nie będą mogła być już mamą, ponieważ operacja będzie bardzo rozległa, w pierwszej chwili ogarnęła mnie panika. Myślałam tylko o tym, żeby odłożyć leczenie i najpierw zawalczyć o dziecko.”

Ale szybko okazało się, że walka, owszem, będzie, ale najpierw o moje życie. Lekarze bardzo szybko sprowadzili mnie na ziemię i powiedzieli, że ten szalony pomysł ma 50 proc. szans powodzenia albo umrzemy oboje. Mąż nie zgodził się wtedy podjąć takiego ryzyka.

A mama? Choroba i wszystkie związane z nią konsekwencje, z pewnością były i dla niej ciosem.

Mama odegrała w tym procesie godzenia się z nową, bezpłodną rzeczywistością, w czasie walki o życie, ogromną rolę. Przyjechała wtedy do mnie do Warszawy z Trójmiasta, by po prostu być przy mnie i wspierać. Pamiętam, jak któregoś dnia usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Złapała mnie za ręce i powiedziała chyba najważniejsze słowa, jakie w życiu może powiedzieć kobieta drugiej kobiecie i matka córce:

„Być może to wszystko, co dzieje się w twoim życiu, jest po coś. Być może gdzieś ktoś nie kocha dziecka i to dziecko porzucił, a ty masz je znaleźć”.

Mądrość matki – bezcenne…

Słowa te przekazuję innym kobietom, które znajdują się w tej samej sytuacji co ja i potrzebują motywacji, zmiany kierunku „jazdy”. Ja swój tor właśnie dzięki mamie zmieniłam, na ten w stronę światła… Zdanie mamy było wtedy jak podstawiona lokomotywa, która miała za chwilę pociągnąć ciężkie wagony. I pociągnęła.  

Myśli Pani o adopcji?

Tak.

Jest Pani adopcyjną mamą?

Niestety nie jestem. Nie udało mi się doprowadzić procedury adopcji do końca.

Dlaczego?

Głównie z przyczyn prawnych. Mąż nie był z pochodzenia Polakiem, a to wówczas utrudniało sprawę. Był też sporo starszy ode mnie , za dużo zdaniem urzędników. Nie udało się, ale widocznie tak miało być. To, co jest ważne w tym wszystkim, to fakt, aby kobiety zdawały sobie z tego sprawę, że jeżeli nie mogą mieć własnych dzieci, nie oznacza, że nie mogą być matkami.  Jest tyle cudownych, wspaniałych dzieci, które potrzebują miłości. I bardzo chciałabym zachęcić wszystkie kobiety, pary, które nie mogą mieć dzieci naturalnie, żeby je adoptowały i nie marnowały czasu i życia na łzy i kilkunastoletnie starania.

Często kobiety zatracają się w tych staraniach – nie dostrzegają nic oprócz badań, wyników, testów. Wielu parom nie udaje się przetrwać tego czasu i się rozstają….  

Mam przyjaciółkę, która wiele lat starała się z mężem o to, żeby mieć własne dziecko. Przeszła przez wszystko, co było możliwe, włącznie z in vitro. Bardzo mocno to wszystko przeżyła, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Na szczęście w dobrym momencie powiedziała jednak: stop. W zasadzie z dnia na dzień podjęła decyzję, że już tak dalej nie może żyć. Podjęli decyzję o adopcji.

Udało się?

Dziś są przeszczęśliwymi rodzicami dwóch dziewczynek, zaadoptowali je razem. To cudowna, kochająca się rodzina. Temat niepłodności przestał istnieć. Bardzo się kochają, a to jest najważniejsze w każdej rodzinie, nawet w takiej, w której nie ma dzieci.

W tego typu trudnych sytuacjach życiowych bardzo dużą rolę odgrywają też nasi mężowie czy partnerzy życiowi. Pani sama wspomniała, że dla męża sprawa Pani zdrowia była ważniejsza niż to, że nie będziecie mogli mieć dziecka biologicznego.

W trakcie choroby i leczenia mój mąż był jak czołg, który jeździł po wszystkich przeszkodach. Bardzo mi pomógł również wtedy, gdy rodził się Kwiat Kobiecości.  On po prostu był obok i zawsze stawał na wysokości zadania jak prawdziwy, odpowiedzialny mężczyzna. Ale wiem też od kobiet, które do mnie dzwonią albo piszą, że nie zawsze mogą liczyć na takie męskie wsparcie.

To dlatego tegoroczna edycja kampanii ma w sobie element, który powinien przemówić do panów? Hasło „Zrób sobie przegląd u ginekologa” ewidentnie nawiązuje do corocznego obowiązkowego przeglądu technicznego auta…

Tak, w tym roku wyszłyśmy z komunikatem trochę szerzej. Hasło kampanii ma zwracać uwagę i panów. Zależy nam, aby zadbali o swoje kobiety i tak, jak pilnują swoich maszyn, tak pilnowali swoich kobiet.

O przeglądzie technicznym raczej nie zapominają. Potrafią też rozebrać pół samochodu z powodu jakiegoś niezidentyfikowanego „stukania”, które słyszą tylko oni…

A no właśnie. Jak już pilnują przeglądów swoich samochodów, które są czasami dla nich bardzo ważne, to fajnie byłoby, żeby motywowali do regularnych przeglądów swoje kobiety. Ona jest przecież dużo ważniejsza niż sprawne cztery kółka.  Poza tym kobiety chciałyby jednak mieć poczucie, że sfera kobiecego zdrowia jest dla ich mężczyzn ważna. Co więcej – chciałyby móc z nimi o tym rozmawiać.

„Wciąż niewiele kobiet umie powiedzieć mężowi: „Słuchaj, idę dziś do ginekologa zrobić cytologię”, uznając, że to babska sprawa. Tymczasem to jest temat, który według mnie wymaga również oswojenia przez mężczyzn.”

Ale i same powinnyśmy z większą czułością spojrzeć od dołu na siebie, na to nasze kobiece podwozie, które bez przeglądu, a z takimi przebiegami życiowymi, w którymś momencie może się posypać. Wtedy już nigdzie nie dojedziemy…

Kobiety zawsze stawiają się na końcu długiej listy. Sprzątanie, gotowanie, dzieci, dom, rodzina, obiad, nawet kosmetyczka wydają się być ważniejsze niż własne zdrowie. Myślimy, że jeśli nic nie boli, nie musimy biegać po lekarzach. A to błąd. Nie możemy czekać, aż będzie trzeba wzywać holownik, bo w najmniej oczekiwanym momencie zwyczajnie któregoś dnia nie ruszymy. 5 minut w ciągu 12 miesięcy to całe nic, a jednocześnie coś, co może nam uratować życie.

„Wiem jedno na pewno – gdybym systematycznie nie chodziła do ginekologa, a cytologię zrobiła później, pewnie dzisiaj nie rozmawiałybyśmy…”

Ktoś może powiedzieć, że nie uchroniło to Pani przed rakiem.

To prawda. Nie uchroniło, wirus HPV jest dosyć powszechny. Zarzuciła mi to kiedyś jedna z dziennikarek. Ale to właśnie tylko dzięki temu, że zrobiłam w porę cytologię, mogła mi o tym powiedzieć…

A może to ze strachu nie robimy badań? Często słyszę od kobiet: „jak tak będę biegać po lekarzach, to zawsze coś się znajdzie, a po co…”.

Powiedziałabym  wszystkim tak myślącym, że to zwyczajnie nierozsądne i nieodpowiedzialne! I jeżeli rzeczywiście kobiety tak uważają, niech się jednak wezmą w garść. Bo jeśli to los postanowi nas sprawdzić, może być już za późno na ratunek. 

„W życiu trzeba stawiać sobie wyzwania. Niech jednym z nich, raz w roku, będzie przegląd techniczny zdrowia. Nie tylko cytologia, ale także USG piersi, USG dopochwowe. Zróbmy sobie raz w roku taki prezent, na przykład na urodziny.”

Nawet jeśli coś zostanie wykryte, to mały zabieg zlikwiduje usterkę. Nie fundujmy sobie i bliskim tragicznego scenariusza rozpisanego na wiele miesięcy czy lat. Rak szyjki macicy wykryty zbyt późno jest śmiertelny. Czy naprawdę tego chcemy?

 
Rozmawiała: Agata Daniluk

 

Polecamy także:

Rak szyjki macicy nie dotyczy ciebie? Mylisz się – ta choroba zjawia się znienacka

Jak interpretować wyniki cytologii – poznaj wyjaśnienia skrótów opisujących wynik badania

Nie czekaj na raka, czekaj na dziecko. Wyrób w sobie ten prosty nawyk!

Chcesz zostać ambasadorką Kwiatu Kobiecości? Wejdź na stronę: www.kwiatkobiecosci.pl

plakat pion logosy-01

VIII edycja ogólnopolskiej kampanii społecznej „Piękna bo Zdrowa” jest pod hasłem „Wpadnij na przegląd do ginekologa”. więcej informacji na stronie www.kwiatkobiecosci.pl

Inni czytali również

Wyjątkowy weekend: przyjdź, zrób darmową cytologię i odbierz prezent!

Już w najbliższy weekend 21 - 22 stycznia przed kinem Kinoteka stanie... więcej

Paulina Chruściel: In vitro? Kobiece serce każdej z nas podpowiada coś innego

Dbam o siebie dla siebie –  dzięki temu będę zdrową i szczęśliwą... więcej

Wpadnij na przegląd do ginekologa. Tylko zdrowa spełnisz marzenie o dziecku

Czy twój samochód każdego roku przechodzi gruntowny przegląd u mechanika?... więcej

Ida Karpińska: „Pomogliście uratować te kobiety”. Byliśmy na wyjątkowej Gali

1 marca odbyła się uroczysta Gala podsumowująca VIII edycję... więcej

Komentarze: 2

Świetny wywiad, gratuluję. To bardzo ważny temat, regularne badania – a o tych tzw. „kobiecych” trochę mniej się mówi, bo ginekologiczne sprawy są intymne, ale warto i cieszę się, że są akcję, k tóre uświadamiają kobietom jak istotne to zagadnienie.

Bardzo ważny temat i świetny wywiad. W szczególności do upadłego trzeba powtarzać kobietom, że muszą się regularnie badać. Tyczy się to zarówno cytologii, jak i regularnego badania piersi (zarówno samodzielnego, jak i za pomocą USG czy mammografu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *