Z pamiętnika Edyty: Ciąża po transferze?! Tylko spokojnie… (odc. 7)

Transfer się udał. Nie umiem jeszcze powiedzieć, że jestem w tym stanie rozpoczynającym się na literę „c”. O nie, może powiem to, po kolejnym badaniu „bety”? Na razie bardzo się boję. Boję się, że to wszystko się zaraz skończy.

Zapraszamy na kolejny wpis z cyklu: „Z pamiętnika Edyty”Nasza bohaterka opisuje swoją drogę niepłodności. Będzie o wzlotach i upadkach, związku, walce, małych radościach i wielkich smutkach. Aż w końcu – będzie o in vitro i staraniach o ukochanego malucha. Czy im się uda?

<<< Ostatni wpis


Gdańsk, w oczekiwaniu na radość, 06.2017 r.

6 dnia po transferze w toalecie zobaczyłam na bieliźnie plamienie. – No to już po wszystkim – pomyślałam. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywało, wtuliłam się w mocne ramiona mojego Męża i sowicie wypłakałam. On za to, też jak zwykle, powtarzał, że nie wszystko stracone i że będziemy walczyć.

Następnego dnia rano zrobiłam test ciążowy z moczu o najwyższej czułości, jak polecały internetowe koleżanki. Nie licząc na cud poszłam pod prysznic, a kiedy z niego wyszłam zaczęłam dziwnie przyglądać się testowi. – Hmm, dziwne. Tam jest jakiś cień drugiej kreski… – pomyślałam. Pokazałam mężowi – stwierdził, że też go widzi, czyli jeszcze nie oszalałam.

Wróciła nadzieja!

Jeszcze przed pracą udałam się do laboratorium, żeby oddać krew. Młoda laborantka musiała ukłuć, aż dwie ręce, bo żyły nie chciały dziś współpracować. Dokładnie przykleiłam plastry w miejsca wkłucia, by nie ubrudzić koszuli i ruszyłam do pracy. Specjalnie zaplanowałam sobie dużo spotkań wymagających ode mnie koncentracji, żeby dzień minął szybko.

Niestety. Po 16 wyników on-line nadal nie było. Zanim zamknęłam laptopa i wyszłam z pracy, zadzwoniłam jeszcze do Pana Męża, żeby przekazać mu nowinę o braku nowin i że będę w domu za pół godziny. Kiedy już zamykałam poszczególne pliki, bez entuzjazmu odświeżyłam stronę i… są!

Są wyniki, pojawiły się! Oddech przyspiesza, drugą dłonią znów wykręcam nr telefonu do męża. Jest 15,8 mlU/ml – to niemożliwe! Chyba jednak nie byłam na to gotowa, jestem w szoku. Szybko piszę sms-a do doktor prowadzącej z prośbą o dodatkowe recepty – teraz wychodzi, że tak naprawdę nie zakładałam że się uda.

Ale szok nie trwa długo. 15? To wynik wskazujący na ciążę, jednak dosyć niski, nie wolno mi się cieszyć. Będę mogła się cieszyć za 2 dni, kiedy beta odpowiednio przyrośnie.

Tylko spokojnie. Ciąża

W międzyczasie dostaję informację, że wyniki posiewu moczu, robionego tuż przed transferem, nie wyszły dobrze, dlatego rozpoczynam leczenie i włączam antybiotyk. Niski wynik bety, bakterie w posiewie i plamienia od 3 dni. Nie jest do końca dobrze. Nie szaleję ze szczęścia, nie skaczę i nie sprawdzam cen wózków na portalach dla przyszłych mam. Na wszelki wypadek wpisuję tylko w internet: „czego nie wolno w 1 trymestrze ciąży”. I znowu popełniłam błąd – wczoraj zjadłam ser camembert…

Wykonanie drugiej bety wymaga ode mnie niesłychanej ekwilibrystyki. Na weekend jestem u rodziców, którzy nie wiedzą o procedurze, więc sama muszę rano, w małym mieście znaleźć szpital, który zrobi mi badania i jeszcze pod jakimś pretekstem się do niego udać w niedzielę z samego rana… Tłumaczę to koniecznością wykonania badań do leczenia niepłodności. Wyniki odbiera mąż. Są dobre, 100 proc. przyrostu.

Transfer się udał. Nie umiem jeszcze powiedzieć, że jestem w tym stanie na „c”. O nie, może powiem to, po kolejnym badaniu „bety”? A może po „wizycie serduszkowej”? Czy ja w ogóle to kiedyś powiem? Na razie bardzo się boję. Boję się, że to wszystko się zaraz skończy.

Wiem już, że mogą wydarzyć się różne rzeczy po drodze, o których nie chcę nawet głośno myśleć. Mimo to mam w sobie dziwny spokój. Jakby do mnie dotarło, że nie mam na to wpływu, jakbym po 2 latach była w stanie się w końcu z tym pogodzić, że nie wszystko mogę kontrolować.

Oswajam się z tą myślą, że transfer się udał. Czekam na kolejną listę badań do wykonania i ich wyniki. Posłusznie łykam i wstrzykuję sobie lekarstwa. Cieszę się z tego czasu, z każdego dnia, który dane jest mi przeżyć w tym stanie. Jestem za nie wdzięczna, cholernie wdzięczna. Nie myślę, co będzie dalej. Nie planuję. Już wiem, że nie warto.


Polecamy także:

14 najgorszych dni po transferze – nie popełnij tego błędu!

Inni czytali również

Z pamiętnika Edyty: Czas kolejnej próby. Ostatniej? (odc. 15)

Niedziela mijała jak zwykle, dopiero po obiedzie, kiedy mieliśmy ruszać po... więcej

Z pamiętnika Edyty: Nie cieszę się szczęściem innych – czy jestem zła? (odc. 5)

- Zbliża się dzień moich urodzin. Poprzednie były okrągłe: trzydzieste.... więcej

Z pamiętnika Edyty: Co robić po transferze? (odc. 6)

Myślę o tym, jak długo jeszcze będę żyć w zawieszeniu. Jak długo... więcej

Z pamiętnika Edyty: Wiedziałam, że los się odmieni… (odc. 2)

Na pierwszą wizytę w klinice in vitro cieszyłam się jak dziecko na... więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *