Zdrada – alternatywne życie niepłodnych. Czy dzieli was od niej krok?

Życie niepłodnych nierzadko wywrócone jest do góry nogami. Usilne starania o dziecko, seks na gwizdek i całe życie kręcące się wokół pragnienia posiadania potomstwa. Dlaczego właśnie wtedy „alternatywne życie” kusi? Dlaczego w tym momencie zdrada dotyka tak wiele osób borykających się z niepłodnością? 

Dlaczego zarówno przed, jak i po staraniach związki się rozpadają? Co ma na to wpływ?

Nie jest to trudna zagadka. Przyczyna teoretycznie jest jedna – stres. Długo trwający, wolno płynący i wszechobecny stres. Jest nieodzowną częścią starań. Ten, który towarzyszy niepłodnym, uruchamia w nich wszystkie demony. Oczywiście nie dzieje się tak u każdej osoby, czy też pary, i też nie zawsze. Najczęstsze demony, które się budzą to: frustracja, złość, rozgoryczenie, smutek, ból, poczucie niesprawiedliwości, niepełnosprawności, braku bycia kobiecą, braku bycia męskim, a na sam koniec osamotnienie.

Wszystkie te uczucia, jeśli są nieuświadomione, będą niszczyć – zaczynając od nas samych, a później przechodząc do związku. Na szczęście jako ludzie mamy, w większości przypadków, sprawne mechanizmy obronne. Aby uratować się przed autodestrukcją, kierujemy te uczucia na najbliższą osobę – zazwyczaj na partnera. Wtedy rozpoczyna się niszczenie, w którym dominującym uczuciem jest złość.

Wygląda to teoretycznie dość jasno i klarownie. Po przeczytaniu tego można pomyśleć: „Ok, walczę o dziecko, może mnie to spotkać, będę się wystrzegać tego typu uczuć i będzie dobrze.” Tyle tylko, że sekret tkwi w tym, że nie da się „wystrzegać” takich emocji. One są nieodzowna częścią nas, ludzi.

I to kolejna odpowiedź, dlaczego pary się rozpadają. Tak naprawdę nie pozwalają sobie na tego typu odczucia. Nie rozmawiają ze sobą na ten temat. Nie ma szczerości i odwagi do poruszania tego typu spraw.

I wtedy wrota tworzenia „alternatywnych żyć” stają otworem. Bo tym jest właśnie zdrada – alternatywnym życiem.
Oczywiście należy pamiętać, że są pary, których ten problem zupełnie nie dotyczy. 

Jaką rolę w związkach niepłodnych odgrywa zdrada – czy jest to odskocznia od codzienności, czy raczej chęć sprawdzenia swojej męskości lub kobiecości?

Myślę, że zdrada w ich związkach jest i tym, i tym. Niepłodna kobieta skarży się , że nie jest dostatecznie kobieca, bo nie może mieć dziecka. W dużym uproszczeniu, myśli o sobie: nie jestem atrakcyjna. Adoracja ze strony innej osoby idealnie obala ten sposób myślenia. To gotowe podłoże do romansu. U mężczyzn ten mechanizm jest podobny, chęć udowodnienia, że wciąż jest „samcem” bierze górę nad wszystkim innym, a instynkt zdobywcy uaktywnia się.

Druga sprawa to chęć ucieczki i zaczerpnięcia choć na moment normalnego życia – bez ciągłej gonitwy, bez ciągłego zastanawiania: „Jest owulacja, czy nie ma? Będzie zarodek, czy nie będzie? Będzie implantacja, czy też nie?” W tej chęci odskoczni ważny jest jeszcze jeden element. Często pary się „uprzedmiotawiają”. Oczywiście większość w pierwszym odruchu natychmiast zaprzeczy, jednak warto poddać to refleksji. Mężczyzna staje się przedmiotem, narzędziem do dania spermy, a kobieta staje się inkubatorem. I nagle wszystko koncentruje się tylko na tym. Czasu na siebie, na po prostu siebie, brakuje. A to już początek drogi w dół…

Musi zatem paść to pytanie: kto częściej zdradza? I co ma na to wpływ?

Kto częściej? W ogólnych statystykach to mężczyźni o 2/3 częściej zdradzają niż kobiety. Ale powstaje natychmiastowe pytanie: z kim zdradzają? Badania te dotyczą par heteroseksualnych, więc pytanie jest kluczowe. Znając lepiej męskie i żeńskie podejście do życia, pewniejsze wydaje się założenie, że mężczyźni zawyżają swoje statystyki, a kobiety zaniżają. Wtedy wychodzi 50 na 50. Prawda jest też taka, że mężczyźni zdradzają z innych pobudek niż kobiety. U nich częściej chodzi o zdobywanie samicy. Kobiety z kolei zdradzają, bo w głównym związku nie maja tyle miłości, opieki i dbałości o nie, ile by chciały.

W związku z tym czy niepłodność ma wpływ na zdradę?

Niestety – ogromny. To prosty mechanizm. Stres prowadzi do frustracji, frustracja do konfliktów, konflikty do poczucia niezrozumienia i osamotnienia, a stąd do zdrady już tylko jeden krok. Dodatkowo, nie zapominajmy także o poczuciu nie bycia kobiecym i męskim, skoro nie można mieć dzieci. Oczywiście to nieprawdziwe widzenie samego siebie. Ulegamy stereotypowemu myśleniu i naciskom społecznym typu: „Tylko kobieta, która ma dziecko jest kobieta spełnioną”, a przecież to nie jest prawdą. Mam wiele pacjentek, które świadomie wybrały brak macierzyństwa i czują się z tym bardzo dobrze – żyją pełnią życia i są szczęśliwe.

Oczywiście ostateczną rzeczą, która decyduje o tym, czy wybierzemy zdradę jest nasza osobowość. A mówiąc dokładniej to, jak sprawne są nasze mechanizmy radzenia sobie ze stresem. Czym sprawniejsze, tym szansa, że nasz związek będzie mniej narażony na zdradę.

Pary często tłumaczą zdradę problemami „staraniowymi” czy burzą hormonów. Czy faktycznie można ją tak tłumaczyć? 

Zdradę można tłumaczyć tylko i wyłącznie osobowością i rodzajem relacji, jaką tworzą partnerzy. Wszystko inne to tylko czynniki dodatkowe. Nie jestem zwolennikiem tego, by „usprawiedliwiać” zdradę.

Zdrada to zdrada. Boli zawsze. Raczej byłabym za tym, by dążyć do zrozumienia, dlaczego się wydarzyła. Co takiego się stało, że jedna ze stron (albo i obie) zdecydowały się na tego typu rozwiązanie. Sama niepłodność to za mało i nie jest to bezpośredni powód. 

Niepłodność może być jednak czynnikiem ryzyka. I gdybyśmy mieli je wymienić, to jestem przekonana, że wiele par wskazałoby ją, jako jeden z nich. 

W takim razie jakie sygnały powinny w związku zaniepokoić?

Przede wszystkim: zmiana w zachowaniu. Mam na myśli albo nagłą oziębłość partnera albo wręcz przeciwnie, nadmierną atencja z jego/jej strony. Częstsze wyjazdy służbowe, więcej godzin w pracy, wyjazdy na „miasto” w celu załatwiania różnych spraw. Dodatkowo, sprzęt elektroniczny. Czemu? Zaczynają pojawiać się hasła, albo następuje ich zmiana, a komórka nagle nigdy nie zostaje zostawiona bez opieki – partner zawsze ma ją przy sobie i nigdy nie daje jej do ręki innej osobie. To sygnały, które wskazują, że w związku można mieć do czynienia ze zdradą.

A gdy zdrada się już wydarzy, jak sobie z nią poradzić? W jaki sposób ratować związek? Jak odbudować zaufanie?

Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Otwarcie rozmawiać. Głównym powodem wielu problemów, również zdrady jest to, że ludzie nie są szczerzy i otwarci. Szczerość, a raczej jej brak, zaczyna się już dużo wcześniej. Musi być już na początkowych etapach związku. Często ukrywamy swoje prawdziwe pragnienia i to jak widzimy nasz przyszły związek w obawie, że ta druga osoba tego nie zrozumie, nie przyjmie, nie zaakceptuje. To błąd. Jeśli udajemy, to w chwili, gdy przyjdzie kryzys, nie będzie w stanie sobie z nim poradzić.

I nie ma tu co ubarwiać – leczenie niepłodności to zawsze kryzys w związku. I nie warto udawać, że to „nic takiego”, „jak wyjdzie, to wyjdzie”, „nie złości mnie to, tak po prostu jest i ja to akceptuję”. I pewnie jest taki moment, że akceptuje się tę chorobę, ale naturalna jest złość, wściekłość i nienawiść do wszystkich w koło.

Jeśli samemu, a zazwyczaj jest to trudne, ze względu na emocje towarzyszące zdradzie, nie potrafimy sobie poradzić ze zdradą, warto udać się po pomoc do terapeuty. U nas w Instytucie Amici, oferujemy taką pomoc, ale stosujemy schemat 2+2, czyli na parę przypada para terapeutów. To zapobiega stronniczości i tworzenia tzw koalicji płci.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Czy zdradę warto wybaczyć?

Czy warto? To chyba najtrudniejsze pytanie. Na pewno mogłabym ze swojej praktyki przytoczyć wiele przykładów, gdy wybaczenie zdrady było kompletnie bez sensu i związek i tak się rozpadł. Najczęściej były to pary, w których tylko jedna strona chciała pracować nad tą sytuację. Z kolei znam też pary, gdzie zdrada naprawiła związek, pozwoliła się parze „przebudzić”, partner w końcu został usłyszany, a partnerka zdała sobie sprawę, że zupełnie emocjonalnie porzuciła partnera.

Uważam, że miłość jest najważniejsza w życiu. Jest jednak również najtrudniejsza. Wymaga wiele. Ale to „wiele” dotyczy obu osób w związku. Pierwszym małym krokiem do obrony przed oddalaniem się partnerów, powinna być szczerość. Szczerość przed samym sobą, szczerość przed partnerem. Ważne, by nie bać się, że czujemy złość, nienawiść, że wścieka nas wszystko. To tak naprawdę bezsilność, która towarzyszy leczeniu niepłodności. Może zaszkodzić i szkodzi wtedy, gdy ją wypieramy. Lepiej zaakceptować i starać się zrozumieć.

Rozmawiała: Sonia Młodzianowska

Maja Polikowska-HermanMaja Polikowska-Herman, psychiatra, psychoterapeuta, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Neuropsychiatrycznego, pracownik naukowo-dydaktyczny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, współzałożycielka Amici Clinic. Prowadzi fanpage: Sztuka Terapii-Amici Edukacja, na której porusza głównie zagadnienia z obszaru jej zainteresowań zawodowych, czyli zaburzeń cywilizacyjnych takich jak problemy psychiczny związane z niepłodnością, depresja, wypalenie, trudności w relacjach, mobbing. Jej głównym celem jest zwrócenie uwagi na to, jak dużym problemem są zaburzenia emocji związane z niepłodnością, płodnością oraz macierzyństwem.


 

Polecamy także:

Jak sobie radzić z trudnymi emocjami i uczuciami podczas starań o dziecko?

 

 

Sprawdź, czy twój partner gotowy jest do roli dojrzałego ojca

 

 

 

„Nie wszystko zaplanujesz.” Starasz się o dziecko? Spiesz się powoli

 

 

Inni czytali również

Chłodzenie jąder poprawia jakość nasienia (MIT)

Istnieje wiele informacji na temat negatywnego wpływu wysokiej temperatury na... więcej

In vitro oczami ojców – reportaż

Niepłodność jest tematem coraz częściej poruszanym w mediach. W... więcej

Niepłodność? Mówię o niej pozytywnie

Zmieniła swoje nastawienie do niepłodności. Już z nią nie walczy. Jak... więcej

Choć to koniec rządowego in vitro, jest szansa na refundowane leki

W klinkach leczenia niepłodności maleje pula miejsc do udziału w rządowym... więcej

Komentarze: 1

Zdrada to nie jest alternatywa tylko rozwiazanie dla tchórzy. Staram się o dziecko w jednej z klinik leczenia niepłodności Invimed, razem z mężem mamy gorsze i lepsze chwile co jest normalne jak w każdym związku jednak zawsze nam się „chce” bo sie kochamy walczyć o relacje. Jesli sie „psuje” korzystamy z pomocy psychologa lub chodzimy na warsztaty do kliniki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *