5 listów od mężów do żon. Któryś byłby do ciebie?

A może pora uderzyć się w pierś i powiedzieć: tak, on ma rację? Może jesteś w tym momencie, w którym warto się rozejrzeć wokół i sprawdzić, czy gdzieś po drodze nie zgubiłaś męża? Kiedy ostatni raz kochaliście się bez podtekstu „dziecko”? A jeśli nie pamiętasz, może czas to nadrobić? Nie chodzi bowiem tylko o seks, chodzi o coś naprawdę dużo ważniejszego… Starania o dziecko mogą właśnie zabijać wasz związek.

Jeśli myślisz, że niepłodność boli tylko kobietę, to grubo się mylisz. I wybacz, że brzmi to tak nieprzyjemnie. Ale może czas sobie po prostu odpowiedzieć – po co ci facet, mąż, mężczyzna? Czy potrafisz słuchać jeszcze swojego partnera? Tak? A o czym ostatnio rozmawialiście? Bo nie chodzi o testy, owulację, dni płodne. Czy złapałaś między wierszami jego lęki? Czy zdajesz sobie w ogóle sprawę, że on także się boi, a najbardziej tego, że dziecko – jak już w końcu będzie – zabierze doszczętnie twoją miłość? Naprawdę myślisz, że podróż na pół roku do pracy w innym kraju to z jego strony egoizm? A może on ucieka, bo ma dość? Będzie samotny, będzie tęsknił, ale ty być może przed jego wyjazdem zatroszczysz się tylko to, by oddał w odpowiednim czasie „strzał do bramki”? Pojedzie w poczuciu może ulgi, a może jeszcze głębszego doła, że jest dla ciebie tylko narzędziem…

W gabinetach psychologów coraz więcej jest niepłodnych par, które trafiają nie z powodu braku dziecka, ale z powodu pęknięć między partnerami właśnie z powodu niepłodności. To dobrze – bo to świadczy, że pary te chcą jeszcze coś ze sobą zrobić. Że się zatrzymały i przemyślały ważne sprawy. Niestety, wielu terapeutów podkreśla, że kobieta starająca się przesadnie o potomka, zapomina o tym, że te starania powinny być wspólne – i to w każdym aspekcie.

To wcale nie prawda, że męska rzecz być daleko. Wasi mężowie są na wyciągnięcie ręki – co więcej, chcą byście tę rękę mocno złapały. Oto pięć listów (niewysłanych), które podyktowało 5 mężczyzn – mężów kobiet, które zmagają się z niepłodnością (imiona na prośbę rozmówców są zmienione, wiek panów jest prawdziwy).

***

KRZYSZTOF, 38 lat:  Błagam, daj sobie pomóc!

Kocham cię, bez względu na to, czy możesz, czy nie możesz urodzić. Będę przy tobie, bo to ci przysięgałem. Nie pod presją i przymusem, nie na siłę, bo tak zakłada przysięga. Nie dla papierka i formalności. Będę przy tobie na dobre i na złe – bo tego chcę. Bo tego chciałem i wydawało mi się, że też tego pragniesz. Pamiętaj – jestem. Nie zawsze mi do śmiechu, bo jak może być mi do śmiechu, gdy widzę cię przygnębioną, samotną, nieszczęśliwą. Boję się tak samo jak ty. Nie tylko o twoje zdrowie, nie tylko o powodzenie naszych starań, nie tylko o skalę finansowych trudności.

Boję się, że cię któregoś dnia stracę – wtedy gdy już całkiem puścisz moją rękę i wpadniesz w przepaść depresji. Nie bój się: mówię do ciebie, jestem przy tobie. Nie odtrącaj mnie – choć nie wiem, co w twej kobiecej duszy tak naprawdę się dzieje, pozwól choć czasem sobie pomóc.

Zakochałem się w twych śmiejących oczach, a teraz one gasną – jakby śmiały się wtedy, gdy mówiliśmy sobie TAK, do kogoś innego. Przecież ja wciąż jestem – popatrz na mnie, a potem spójrzmy w tym samym kierunku, ale razem…”

MARCIN, 39 lat: Nie traktuj mnie jak narzędzia do robienia dzieci!

Tak, mam dość. Tak jak ty masz dość. Pamiętasz, jak bardzo lubiliśmy seks? Pamiętasz, jak bardzo nie lubiliśmy w sobotnie poranki wychodzić z łóżka? Pamiętasz, jak przynosiłem ci kawę ze spienionym mlekiem i dwa krzywe placki, które nauczyłem się robić dla ciebie? Pamiętasz? Ja coraz mniej. Nasza rzeczywistość przypomina poligon – komendy, godziny pobudki, schemat. A pamiętasz, jak bałaś się rutyny? I czy pamiętasz, co wtedy sobie obiecaliśmy? Przypomnę ci moja najdroższa: nigdy nie przestaniemy dbać o siebie. Nigdy nie podporządkujemy naszych indywidualnych pragnień pod któregoś z nas. Nigdy nie ograniczymy sobie wolności. Mieliśmy dobry plan – który od czterech lat zupełnie poszedł w odstawkę. Widzisz? To naprawdę był dobry plan – gdybyśmy się go trzymali, dziś nie byłoby między nami złości. Nie uciekałabyś przed moim dotykiem „nie w tym czasie”. Nie udawałbym, że śpię i źle się czuję, gdy zaczynasz przypominać, że dzisiejszej nocy musimy się bardzo starać. O co najdroższa? O co? Tak jak ty pragnę dziecka. Ale coraz bardziej czuję, że to nasze staranie niszczy przestrzeń, do której chcieliśmy je zaprosić. Co mu damy?

Boję się, że gdy już nam się uda – zwyczajnie cię stracę. Boję się, że jestem ci potrzebny jedynie do wypełnienia męskiej roli – staję się narzędziem. Gdy już się uda – nie będę potrzebny. Może właśnie dlatego nie chcę już, by się udało?

Jeszcze wierzę, że da się to wszystko naprawić. Że któregoś wieczora siądziesz obok mnie i powiesz, że chcesz się ze mną kochać jak dawniej. Że powiesz wprost – kocham i przepraszam. A właściwie nie musisz za nic przepraszać. Gdybym mógł, nieba bym ci przychylił, gwiazdkę z nieba zapalił zamiast nocnej lampki. Ale na razie potrzebuję przerwy… Nie, nie od ciebie, od stresu, starań, kalendarzyków, seksu na gwizdek, tej diety, która mi chyba nie służy. A gdybyśmy tak najdroższa wyluzowali? Dasz radę zrobić to dla mnie, dla siebie i dla naszego przyszłego dziecka? A jeśli nie – uwierz, ja już także nie dam rady. Boję się, że to początek końca.”

JAN, 35 lata: Możesz odejść jeśli chcesz…

Nie miałem pojęcia, że nie mogę mieć dzieci! Kto by pomyślał – ja?! A jednak. I wiesz jak się czuję, gdy idziemy do łóżka, a ty zaczynasz pytać, czy wziąłem wszystkie leki? Jak zero.

Nie znoszę się, a jeśli tak – to jak mam być szczęśliwy? Poprosiłem cię o chwilową przerwę w temacie dzieci – jakbyś nie słyszała.

Poprosiłem cię, byśmy poszli do psychologa – to z mojej strony wyczyn, ale ty umówiłaś nas na wizytę w klinice. Nie chcę mieć dziecka z in vitro, dopóki nie pogodzę się sam z sobą. Jeśli moje kalectwo – także psychiczne, jest zbyt trudne dla ciebie, zrozumiem, jak odejdziesz.

ŁUKASZ, 37 lat: Nie chcę dziecka za wszelką cenę

Zawsze wiedziałem, że małżeństwo i dzieci – albo ich brak – zmieniają rzeczywistość. Nie sądziłem jednak, że do tego stopnia. A właściwie, że to tego stopnia potrafi to zmienić człowieka. Mówisz mi, że jestem niedojrzały, a ja pytam – czym jest twoim zdaniem ta dojrzałość?

Czy za niedojrzałość uważasz to, że powiedziałem ci, że dziecko nie jest dla mnie punktem w programie? Że nie chcę go umieszczać w planie rocznych zadań? A może to, że zapytałem, czy wciąż mnie kochasz, a ty nie umiałaś odpowiedzieć jednym krótkim – tak?

Wiem, że cierpisz. Wiem, że zegar biologiczny tyka. Wiem, że ostatnia nieudana inseminacja załamała cię i wiem, że potrzebujesz lekarza. Nie lekarza ginekologa – już nie! Ty musisz trafić do psychologa. Nie widzisz już nic poza kobietami, z którymi rozmawiasz na Facebooku. Śmiałem się z tego – ale przestałem. Halo?! To ja, twój mąż. Twój facet. Nie gadaj bzdur, że pójdę do innej. Ty przyjdź znów do mnie – czekam. A może pojedziemy gdzieś razem? Tak jak dawniej bez szczególnego planu? Myślisz, że to jest niedojrzałość? A może wspólnie spytajmy o to psychologa?

TOMASZ, 42 lata: Chciałbym być adopcyjnym tatą

Co czuje mężczyzna, którego żona nie może mieć dziecka? Po 10 latach już niewiele czuję. Mam ogólną niepłodność myśli, uczuć, emocji. Już ledwo ciągniemy. Żona nie chce myśleć o adopcji – nie czułaby się spełniona. Drażni ją ten temat, a ja już przestałem poruszać tę kwestię, bo zaraz potem jedyne co mam, to ciche dni, a potem… płodne, kolejny koszmar. A ja coraz starszy. Od prawie 10 lat staramy się i nic. Żona ma endometriozę i kłopoty z tarczycą. Hormony rozregulowały ją całkowicie. 5 nieudanych podejść do in vitro za nami. Na więcej już mnie na razie nie stać. To rodzi frustracje.

A ja chętnie byłbym tatą adopcyjnym i cierpię, że gdzieś po drodze mój głos i moje pragnienia przestały się liczyć.

Niepłodność to koszmarna choroba – jak rak zżera od środka, przerzuca się, infekuje umysł. Chwilowo mam dość. Mam nadzieję, że jeszcze coś się zmieni. Przed nami jedno z ostatnich chyba rozwidleń na drodze – nie wiem, czy pójdziemy w tę samą stronę.

Polecamy również:

Nie stań się emocjonalnym wrakiem

Dekalog kobiety niepłodnej

Męskie wsparcie – dlaczego jest takie ważne

Inni czytali również

Jak nie zwariować podczas naturalnych starań o dziecko

Jak nie zwariować podczas starań o dziecko? Jak w sposób naturalny opanować... więcej

List na koniec roku: I gdy już chciałam się poddać, dostałam koło ratunkowe

List, który dostaliśmy, jest dla nas najlepszym podsumowaniem tego roku:... więcej

Z pamiętnika Edyty: Rzucam niepłodność i wyjeżdżam na urlop (odc. 11)

– Najlepiej byłoby, gdybyśmy kolejny kriotransfer zrobili od razu w... więcej

Za nią 6 lat kopniaków od losu, teraz już tylko „kopniaki” synka pod sercem

Jeszcze kilka miesięcy temu wątpiła, czy szczęście się kiedyś do niej... więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *